|
Blog > Komentarze do wpisu
Flamiche
Każdy z nas zna potrawy, które pozostawiają po sobie wspomnienie czegoś wspaniałego i wyjątkowego. Zawsze takie wrażenie robiły na mnie słodkie wypieki łączące w sobie delikatność i subtelność. Być może są to wspomnienia, pozostawione gdzieś w podświadomości, zapamiętane smaki i aromaty z dzieciństwa. Pate fermentee jest dla mnie pewnego rodzaju wspomnieniem smakowym, które odkryłam w Warszawie, wpadając wiele lat temu do małego, ciasnego i bardzo zatłoczonego lokalu gastronomicznego na rogu Nowego Światu i Alej Jerozolimskich. Struktura i zapach ciasta to jest to, czego poszukiwałam, zawieszając w końcu na lata, próby odtworzenia smaku ciasta z dodatkami. Teraz do tego wrócę i mam nadzieję, że z sukcesem. Autorka proponuje wykorzystać 600 g ciasta, zaspokajając głód 8 osób:) I, tu bym polemizowała, bo patrząc jak znika kawałek po kawałku stwierdziłam, że kolejną porcję zrobię z całego ciasta, rozciągając je bezpośrednio na blasze. Doskonała zarówno na ciepło jak i na zimno, co oczywiście sprawdziłam. Nasz wypiek jest wypadkową pizzy i alzackiego podpłomyka na puchatym cieście, które w żaden sposób nie robi się rozmiękłe od nadzienia. Mam nadzieję, że wszystkim posmakuje i zauroczy swoim smakiem, tak jak mnie. Można się też pokusić o zamrożenie części naszego wypieku i odgrzanie w momencie totalnych kuchennych wagarów. Co do nadzienia, to czytając przepis najpierw się skrzywiłam by za chwilę stwierdzić, że pójdę na całość i pomimo, że nie jadam porów i cebuli, to zaryzykuję. Ryzyko się opłaciło. Najadłam się jak nigdy w życiu, nic a nic mi nie zaszkodziło, no i pół dnia wisiałam na telefonie, rozpowszechniajac przepis po znajomych. Oczywiście przede mną powtórka, która będzie przerywnikiem lub kulminacją spotkania ze znajomymi. Dziękuję Gospodarnej Narzeczonej za cudowny przepis i gorąco wszystkim polecam.
Przepis w ramach Weekendowej Piekarni #63, cytuję za autorką :
Nadzienie: Dużą formę do pizzy lub formę do tarty (minimum 35 cm średnicy) smarujemy oliwą. Ciasto spłaszczamy i wykładamy nim formę. Na wierzch wykładamy przygotowane z przepisu poniżej nadzienie, zostawiając wolne brzegi. Pieczemy w temperaturze 230 st.C przez 15-20 minut. Można w trakcie obrócić formę o 18o stopni. Ciepły wykładamy na kratkę, chwile studzimy. Kroimy i jemy. Smacznego:)
piątek, 19 lutego 2010, szarlotek
TrackBack
Komentarze
2010/02/19 11:06:11
Margot* Bardzo dziękuję :) Mam nadzieję ,że to wyjasnienie pomoże wszystkim w podjeciu decyzji co do wyboru przepisu ;D
2010/02/19 12:20:57
Ja tez Szarlotku naleze d grona tych cebulo- i poro-nielubnych :) Jesli jednak Tobie smakowalo, to mysle, ze i ja sie skusze :)) Mam nadzieje, ze smak wynagrodzi mi ta cala niepewnosc :))
2010/02/19 12:55:41
brzmi i wygląda pysznie, obawiam się, że ja bym to zjadła sama , całeeeee....
2010/02/19 13:40:11
Faktycznie boskie:) Apetycznie wygląda.. nie mogę patrzeć bo bez śniadania jestem... :(
2010/02/19 15:33:15
Zakochałam się. Całkowicie, na maksa . Cudowne, Szarlotku. Wspaniałe!
2010/02/19 17:35:59
O mniam! Jakże pysznie wygląda!
Szkoda, ze ja się nie dołączę do WP, może innym razem. Popatrzę u Ciebie na te cuda, mniam:) 2010/02/19 23:03:49
Mówisz, że tak bosko smakuje, to ja muszę je upiec. Oj, czeka mnie teraz nadrabianie chorobowych zaległości, bo i u Ciebie same smakołyki widzę :)
2010/02/22 10:51:39
wszyscy sie zachwycaja tym ciastem,dzis Grazka i Atinka zaprezentowaly je,ale przyszlam do zrodla sie pozachwycac :) :)teraz wiem,co bedziemy jesc na obiad jutro :) :)
Pozdrawiam cieplutko :) :) |
Też uważam ,że porcja była raczej 4 osobowa nie na 8 osób
p.s taka ilość co tu jest mąki( chodzi mi o chleb) gryczanej na pewno może być z palonej , smak będzie bardziej gryczany , dymny ,ale i tak chleb się uda
ale jeśli chce się piec z większym udziałem mąki gryczanej ( ja robiłam całe takie chleby bezglutenowe) to już musi być ta z z gryki nie palonej